Patron trudnych czasów – 78. rocznica śmierci św. Maksymiliana Marii Kolbego

14 sierpnia 2019 r. mija 78. rocznica śmierci św. Maksymiliana M. Kolbego. „Muszę być świętym” (Pisma II, 850, 1). Oto cel o. Kolbego, dla którego podporządkował całe swoje życie. Świętość, jako bycie na zawsze z Bogiem, jawiła się oczom Maksymiliana jako wartość nad wartościami. Dla niej warto było żyć, cierpieć, pracować i umrzeć. Warto było zaharować się, nie spać, nie jeść… byle tylko ją osiągnąć. Jednakże istnieje jeszcze druga część owego maksymalistycznego planu. Dla niego bowiem za mało było być jakimkolwiek świętym. On pragnął być „jak największym” (Pisma II, 850, 1) świętym. Oznacza to – posługując się językiem Teresy z Avila – dojść do siódmej komnaty wewnętrznego zamku, do miejsca, gdzie przebywa Król królów i Pan panujących. To całkowite zespolenie się w Umiłowanym. Czy to trudne zadanie? Tak i nie. Człowiek bowiem partycypuje w świętości Boga za Jego łaską, ale łaska wlewa się jedynie w puste naczynie. Stąd dla Maksymiliana podstawą było uporządkowanie swego wnętrza i uwolnienie go od miraży tego świata. Cóż bowiem znaczy mieć cokolwiek w świecie, który ze swej natury jest zniszczalny i nietrwały? Cóż znaczy być kimś w świecie, gdzie dziś człowiek świeci jak bożonarodzeniowe drzewko, ubrany pochwałami, zaszczytami i ludzkimi awansami, a jutro przez tych samych ludzi, jak to drzewko, zostanie odarty ze wszystkiego i odstawiony na bocznicę historii? Wolność od tych pragnień daje możliwość sięgnięcia po podawany przez Boga „owoc szczęścia”. Niezwykle ważnym celem wszystkich działań Świętego z Niepokalanowa była „jak największa chwała Boża przez zbawienie i jak najdoskonalsze uświęcenie swoje i wszystkich, co są i będą, przez Niepokalaną – M.I. 3” (Pisma II, 850, 2). Maksymilian Kolbe w swoim działaniu, zarówno na polu wewnętrznym, jak i zewnętrznym, posługiwał się precyzyjnie określoną strategią. A zatem „życie wewnętrzne: Totus primo sibi et sic totus omnibus [Wpierw cały dla siebie, i tak cały dla wszystkich]”  (Pisma II, 850, 12). Czymże bowiem jest człowiek bez życia wewnętrznego, jeśli duchowość nie odróżnia go od świata zwierząt? Stąd porządek celu życia ujawnia się w porządku dnia, w którym człowiek znajduje czas na spotkanie z Bogiem. To czas wyczekiwanej miłości: cały dla Niego, On cały dla mnie. Miłość bowiem jest jedyną realną inspiracją dla odnajdywania w świecie gonitwy tego czasu dla Boga. Maksymilian Kolbe był niewątpliwie wielkim apostołem, organizatorem i przedsiębiorcą. I tak z pewnością patrzy na niego wiele osób. Jednak nie można zapominać, że był przede wszystkim człowiekiem głębi – mistykiem, który ponad wszystko ukochał Boga i nieustannie zabiegał o spotkanie z Nim, nawet podczas krótkiej adoracji (por. Pisma I, 653a; Konf. 100). Stąd w jego porządku dnia, oprócz modlitw przewidzianych przez zasady życia zakonnego, musiał być czas dla Boga „na wyłączność”. To był czas intymnej relacji – głębokiego wzajemnego „zaglądania” w siebie. Kolbe otwierał przed Nim swoją duszę, by Jego światło przenikało ciemności grzesznej natury ludzkiej. Bóg zaś objawiał swemu słudze swoją Twarz – Ojca wszechrzeczy i miłosierdzia. Dla Maksymiliana wszystko było jasne: wola Boża przez Niepokalaną, której podporządkował życie, śmierć, wieczność, czasy i miejsca (por. Pisma II, 850, 10). Tę wolę jednak odczytywał w woli przełożonych, spowiednika i kierownika duchowego: „Regula tua obedientia [Posłuszeństwo twoją regułą]. Wola Boża przez Niepokalaną. Narzędzie” (Pisma II, 850, 5). Miłość, która płonęła w sercu o. Kolbego wyjaśniła mu porządek osób tak, iż każda z nich znalazła właściwe sobie miejsce i nie przysłaniała sobą Boga – Najwyższej miłości. Rajmund Kolbe urodził się 8 października 1894 r. w Zduńskiej Woli. W 1910 r. wstąpił do zakonu, gdzie przyjął imię Maksymilian. Studiował w Rzymie, gdzie w 1917 r. założył stowarzyszenie Rycerstwa Niepokalanej. Do Polski wrócił dwa lata później. W 1927 r. założył pod Warszawą klasztor-wydawnictwo Niepokalanów. Trzy lata później wyjechał do Japonii, skąd wrócił w 1936 r. Objął kierownictwo Niepokalanowa, który stał się największym klasztorem katolickim na świecie. 14 sierpnia 1941 r. w niemieckim KL Auschwitz zmarł męczeńską śmiercią oddając życie za współwięźnia Franciszka Gajowniczka.

 

za www.franciszkanie.pl/red.

 

 

Brak możliwości komentowania